O Zuzi i Wojtusiu
|
|
|
|
Zuzia i Wojtuś są bliźniętami. Urodzili się 1 marca 2005 roku zaledwie 10 dni przed wyznaczonym terminem, z wagą 3 i 3,4 kg. Oboje dostali po 10 pkt. (maksymalne) w skali apgar. Zaraz po urodzeniu Wojtuś został okrzyknięty „bohaterem” bo trzymał swoją siostrę, która miała węzeł na pępowinie tak duży, że przy przemieszczaniu mogła się udusić. Mają starszego o niecałe dwa lata braciszka Kubusia. Rozwijali się świetnie, poza drobnymi napięciami mięśniowymi nie było żadnych problemów. Gdy Wojtuś miał 9 miesięcy zaczął chodzić. Pani rehabilitantka nie była zdziwiona tak wcześnie stawianymi kroczkami: po prostu świetnie poradził sobie ze wzmożonym napięciem mięśniowym, wykorzystał to doskonale. Od około 18 miesiąca życia rozwój Wojtusia zaczął zauważalnie odbiegać od normy. Nie chciał robić „pa-pa” „kosi-kosi”. Nie mówił, cały czas jego potrzeby odgadywaliśmy – intuicyjnie. Nie interesowały go obrazki, książeczki, Bawił się dziwnie. Inaczej. Nie lubił gdy podchodziliśmy do niego. Przeszkadzaliśmy mu… Wszyscy, włącznie z lekarzami, uspokajali nas: Poza tym wszyscy strofowali: „nie porównujcie!” . Bo też było do kogo. Kubuś zanim skończył dwa latka mówił pełnymi, złożonymi zdaniami, miał bardzo duży zasób słów, wiele z nich skomplikowanych. Liczył swoje rodzeństwo: „jeden, dwa.. dwa dzidziusie!”. Każde dziecko rozwija się w swoim tempie. Tempo rozwoju Wojtusia było zdecydowanie opóźnione. Zanim bliźnięta skończyły dwa lata Wojtuś już wcale nie patrzył w oczy, nadal nic nie mówił, przestał zupełnie reagować na swoje imię i na wołanie, nie wykonywał najprostszych poleceń. Jadł i pił najchętniej zlizując jedzenie i napoje rozlane i roztarte na stole czy podłodze. Przerażające było to, jak nas traktował. Nie mowił do nas i nie chciał nas słuchać. Nie chodziło tu o posłuszeństwo, ale o zwykłą uwagę jaką okazujemy gdy ktoś do nas mówi. Nie dzielił się żadnymi emocjami i nie obchodziło go czy byliśmy weseli czy na niego wściekli, Nie tęsknił i nie cieszył się na nasz widok. Nie dzielił się swoimi odkryciami i nie zwracał uwagi na to co my pokazywaliśmy jemu.... Byliśmy jak sprzęty w domu. Kiedy czegoś potrzebował podchodził, brał naszą rękę i podrzucał nią tak jakby chciał strącić pożądany przedmiot. Nie uznawał żadnych ograniczeń. Jeżeli przez coś dało się przejć jakim kolwiek sposobem to Wojtek to zrobił. Baliśmy się spuścić go z oczu nawet na moment. Wiedzieliśmy, że jeśli nie widzimy go przez chwilę to on zrobi to o czym nie zążyliśmy nawet pomyśleć: przejdzie przez ogrodzenie, wdrapie się na szafkę, będzie chodził po parapecie, albo po prostu ucieknie i będzie biegł przed siebie bez bliżej sprecyzowanego celu.. Tak dalej być nie mogło.. Zaczęliśmy szukać. |
O Zuzi i Wojtusiu















